Boże Ciało 2006


      Ułaziłem się niemiłosiernie. Kilka dni czerwcowego długiego weekendu, przeszło bezpowrotnie do historii. Do bardzo przyjemnej historii, że tak nadmienię. Ryby nie brały, więc czasu na spacery było dużo. Pogoda też ok. A tak w ogóle, to wiosna nad Biebrza jest słaba, jeśli chodzi o wędkowanie. I mówię to z pełną świadomością czując, że wielu osobom się narażę. Teraz już wiem, że łowienie w Biebrzy to jesień i pełnia lata. Wiosna to czas miłosnych rozgrywek i odnawiania rybiej populacji. Nie polecam tego okresu na wędkowanie. Po pierwsze szkoda czasu, a po drugie, niech towarzystwo się wyszaleje.
Ale wróćmy do ostatnich wypadów. To właśnie w Biebrzy jest najciekawsze, jak nie chcesz się nudzić, to naprawdę znajdziesz zajęcie. Ja ostatnio skupiłem się na fotografii. Kupiłem nawet nowy aparat, którego właśnie teraz testowałem. Uczę się go cały czas, bo w sytuacjach ekstremalnych, gdy ręce zaczynają się trząść, na skutek wymarzonego spotkania ze zwierzem, wiedza jest niezbędna, aby odpowiednio szybko zareagować.


      To było kilka gorących dni. W czasie jednej wyprawy, czapkę wykręcałem wielokrotnie, bo nie przyjmowała potu. Pamiętajcie - czapka na bagnach to podstawa. Tu człowiek nie schowa się w cieniu. Cień nie istnieje. Jest tylko trawa, trawa, trawa... Do tego jeszcze skępiona. Przejście po czymś takim dwustu metrów, to już nie lada wyczyn. Na bagnie jeszcze spokój i cisza, ale to już ostatnie chwile. Wreszcie zaczynają się sianokosy i niedługo kosiarki i "ciukarki" wjadą na łąki. Oczywiście tam gdzie da się wjechać. Bo jest wyjątkowo grząsko. Jak te łosie mogą po tym łazić? W każdym razie na czas sianokosów tradycyjnie już przeniosą się do spokojniejszych rejonów, gdzie człowiek im nie będzie przeszkadzał. Następne takie spotkania aż jesienią. A teraz było ich sporo. Klępy z młodymi i byki w dojrzewającym porożu. Spotkałem chyba kolesia z tamtego roku, bo znów był to kolos z pięknymi rogami i do tego jeszcze porośniętymi scypułem. A to znaczy, że faza wzrostu jeszcze się nie zakończyła. Będzie niezły jak zakończy proces przyrostu. A przecież już budził szacunek. Gdybym był klępą, na jesieni bym go poszukał. Musi mieć niezłe geny. Mam nadzieje, że rozsiewa je szczodrą "ręką". Oby się tylko nie zajeździł. Nie powiem gdzie był. Niech nabiera sił na bukowisko.


      U ptaków cisza, okres lęgowy dobiega końca i jedynie drapieżniki zaznaczają swoją obecność, kręcąc się nad rewirami. Widziałem orliki, tradycyjnie już w tym samym miejscu nad Haraburdą. I zauważyłem, że parka młodych bielików chyba uplotła gdzieś gniazdko na wysokości Nowego Dolistowa, bo spotykałem je tam już kilka razy. Jeden nawet budził moją konsternację w czasie mszy Bożego Ciała w parafii św. Wawrzyńca w Dolistowie. No, bo kto słyszał zbudować kościół w takim miejscu. Przecież tylko brać lornetkę. Następnym razem, nawet, gdy będzie tłok, to wejdę do środka. Na placu za bardzo się ukręca głowa. Wybacz Panie! Ale to wszystko Twoja wina. Stworzyłeś te cuda przecież w celu ich podziwiania - także, nieprawdaż? Możesz zaliczyć to jako modlitwę? Jeśli tak, to będę się tam modlił regularnie. Wspaniała świątynia w cudownym miejscu.
      Z ciekawych rzeczy, to jeszcze nieoczekiwane spotkanie z lisią rodziną. Rewelacyjne te młode liski, harcowały aż miło. Szkoda tylko ich matki, widać, że małe "upiory" wysysają z niej wszystko. Strasznie zabiedzona. Potrafi jednak utrzymać reżim. Po jednym warknięciu, urwisy zniknęły w trawie i tyle było je widać.


      Tak już na koniec: spotykam się z zarzutami, że zaniedbuje stałych czytelników i za rzadko aktualizuję stronę. Ostatnio jednak trochę podróżowałem, ale i tam spotkałem łosia. Łosie są wszędzie. Trzeba się tylko rozglądać. Ten na przykład spacerował po skwerze w Lahti. Chyba musiał mieć geny po naszym dolistowskim byku? Jeden był brązowy, a drugi z brązu.


      P.S. Wujek i Krzychu, dzięki serdeczne. Nieźleście mnie przegonili. Ledwo dzisiaj łażę. Ale warto było. Dla takich chwil warto żyć.